Podgrzewanie emocji. Memoriał Huberta Wagnera w Toruniu (25 sierpnia 2015 r.)

   W teatrze sezon ogórkowy trwa. A w świecie widowisk przeciwnie. Wczoraj (w poniedziałek 24 lipca) miałem okazję obejrzeć ostatni mecz polskich siatkarzy w ramach Memoriału Hubert Wagnera. Wrażenia? Wizytówka nowej Polski i nowoczesnego Torunia: najbardziej pozytywny sport, najbardziej pozytywni kibice. Toruńska hala w całej swojej krasie – biało-czerwona, ze świetną akustyką i widocznością, nawet z górnych sektorów. Trochę tylko gorąco (klima wyłączona?) i karteczki przypominające dawne czasy: „wody niegazowanej brak”, „zapiekanek brak”. Nie będę pisał o stronie sportowej, bo to już zostało opisane wszerz i wzdłuż przez wszystkie portale. Polacy w dwóch pierwszych setach nie wyglądali na mistrzów świata i byli już o jedną piłkę od porażki 3:0. Drużyna bez wielkich gwiazd dała jednak radę świetnym Francuzom po tie breaku, gdzie już nikt nie wierzył, że możemy oddać ten mecz.
   Mnie w całym tym wydarzeniu interesuje PODGRZEWANIE EMOCJI. Jak to się dzieje, że schodzą się spacerkiem ze wszystkich stron biało-czerwone kulturalne ludziki, które potem tworzą tego potwora publiczności pożerającego przeciwnika. Klucz to oprawa didżejska. Zestaw utworów osobliwy: wiadomo Go West Pet Shop Boys (już tłumaczę: Polska, biało-czerwoni), przeboje PRL-u: „Deszcze niespokojne potargały sad” z kluczowym „Do domu wrócimy, tylko zwyciężymy”, ale także utwory, do których dobrze się klaszcze, czyli np. grecka zorba albo jakieś anglosaskie piosenki pop (podczas meczu Japonii z Iranem popłynęła piękna dla mnie wersja We Will Rock You Queen – po japońsku! Drużyna niezwykle ruchliwych sportowców z Kraju Kwitnącej Wiśni rzeczywiście zakręciła i przeciwnikiem, i widzami. Szybkie trzy do zera). Nikt tu nie siedzi, bo rządzi wodzirej z didżejem. Śpiewa się, skanduje, klaszcze całe dwie i pół godziny. Na siedząco i na stojąco. Wychodzi się z hali, „klaskaniem mając obrzękłe prawice”. Kiedy wodzirej zarządza klaśnięcie na znak, brzmi to jak wystrzał z karabinu. Akustyka wyśmienita. Kiedy zarządza śpiewanie na stojąco albo skandowanie „Ostatni, ostatni”, drużyna przeciwna – starzy wyjadacze – naprawdę ma miękkie nogi. I przegrywa sety nie do przegrania, piłki nie do stracenia. Przy czym ten klaszczący tłum przypomina koreańskie zbiorowe maszyny kibicowskie (to jest komplement), roboty Kraftwerku („Wir sind die Robots”). Jest posłuszny, metodyczny i nieubłagany. Nigdy się nie męczy. Nie odpuszcza. Atmosfera gęstnieje, robi się gorąco. Tam na boisku też musi być gorąco. Taki toruński kocioł w końcu sierpnia.
   Myślę sobie, a co by było gdybyśmy przegrali? Przecież było blisko. Pewnie to samo, co na meczu Irlandia-Hiszpania w Gdańsku, podczas Euro 2012. Widziałem tam dzikie tłumy zielonych ludzików, czyli Irlandczyków, którzy po sromotnej klęsce ruszyli w miasto. I urządzili tam prawdziwy zielony karnawał. Pijąc (tyle to nawet Polacy nie piją), śpiewając (jak to jest, że my mamy takie cienkie głosiki podczas hymnu, a oni ryczą jak chóry gospel?), tańcząc i nawet grając w piłkę pod Neptunem. My jednak w siatkówce wygraliśmy i ostatnio więcej wygrywamy niż przegrywamy. Więc nie było powodu do zalewania robaka. Prawdziwie pozytywni Polacy, pewni, potężni, parami i plemionami, płońszczanie, poznaniacy, pilanie, przemyślanie, panowie, panie, panienki, pragnący pokonania przeciwnika. Dużo tych „P” można by tu wymieniać. Nie ma natomiast p-rzemocy, p-ijaństwa, p-rostactwa. Warto się znaleźć od czasu do czasu w takim dziwnym miejscu, które nie przypomina życia codziennego w kraju nad Wisłą.
   Inna sprawa to zasady obowiązujące w hali. Mogłem sobie kupić piwo (trzyprocentowe jak ustawa przewiduje) na stoisku, ale nie mogłem z nim wejść na własne piętro. Za mną ochroniarz zatrzymał „przestępczynię” z zapiekanką. Co ona bidna mogła z tą zapiekanką zrobić? Rzucić jak bumerangiem w stronę wrogiego obozu francuskiego? Nabrudzić okropnie i nieodwracalnie (tak jak i ja). Nie pojmuję tych nowych rozporządzeń porządkowych. Mam wybierać konsumpcję, która jest przecież po kilku godzinach koniecznością życiową, albo oglądanie meczu. A u Amerykanów da się robić i jedno, i drugie równocześnie? W jeszcze większych halach i na stadionach?
   Na koniec gratuluję prezydentowi naszego miasta, któremu ciągle za coś się dostaje po głowie, budowy tej hali. Jest piękna w sensie sportowym i estetycznym (nawet w swojej betonowej wielkości). Jest funkcjonalna i współtworzy istotnie rangę WIDOWISK, które w niej mają miejsce. Wychodzi się z naszej hali na chłodne powietrze późnym wieczorem jak do europejskiego miasta. Owszem Toruń jest europejski od dawna w swoim ścisłym gotyckim centrum, ale dopiero od niedawna także europejsko nowoczesny poza centrum. Teraz czas na napełnianie hali na Bema ludźmi. Może naszym toruńskim sportem. Zwłaszcza koszykówką. Bo Memoriał Huberta Wagnera to wielkie święto. Raz do roku.

Script logo