O Trybunale i trybunie ludu. Prawda i bujda (13 stycznia 2017 r.)

Wróciłem pamięcią do komentarza, który zamieściłem 13 miesięcy temu, kiedy zaczęła się niesławna wojna władzy z Trybunałem Konstytucyjnym. Wtedy można było się już spodziewać najgorszego wariantu, dziś to wiadomo: Trybunał przemienił się w trybunę ludu (pisaną z małej litery), domniemana prezes trybunału nie umie ("nie chce" byłoby dla niej bardziej obraźliwe) się zastosować do prawa, które władza w całej swej łaskawości ostatnio uchwaliła, W efekcie p.o. prezesa myśli, że jest prezesem i wyznacza zastępcę na miejsce już zajęte, a konstytucyjny zastępca prezesa, który powinien być jedynym przewodniczącym Trybunału w tej sytuacji, zostaje wyrzucony z gabinetu - bez ceregieli. Na tę komedię jedynym lekarstwem zdaje się piosenka Włodzimierza Wysockiego o Prawdzie i Bujdzie. Wiem, że była ta przypowieść używana w "sprawie smoleńskiej' przez prawicowych publicystów i polityków, ale piosenka w swej uniwersalności nie ma barwy politycznej i wolno ją podstawić pod nos także tamtej stronie. Zwłaszcza, że jak mantrę powtarzali oni, prawicowcy, przez lata, że najważniejsze dla nich są Państwo i Prawo. I jedno, i drugie dzisiaj leży na łopatkach, trudno bowiem uznać, że ich manifestacjami są groźby pod adresem obywateli, którzy ośmielili się zwrócić uwagę, że nie wszystko, co robi władza, jest w porządku. Co gorsza, ośmielili się wyjść przeciw tej władzy na ulice. Jakoś nie mieści mi się w głowie używana przez prezesa (tego prezesa) definicja "zdrajcy" jako "człowieka, który ma inne poglądy niż ja", nie mówiąc o definicjach "złodzieja", "komunisty", "wegetarianina" itp. itd.

Piosenka Wysockiego tutaj, a poniżej tekst w moim, całkiem świeżym i przez to jeszcze niedoskonałym, przekładzie.

 

Włodzimierz Wysocki Przypowieść o Prawdzie i Bujdzie

 

Subtelna Prawda w modnym ubraniu chodziła

By zwykłych ludzi wabiły jej wdzięki i moc

Grubiańska Bujda tę Prawdę do siebie zwabiła

"Niby to, mówi, zostań dziś u mnie na noc".

 

I łatwowierna Prawda spokojnie usnęła

Rozanielona jak dziecko wsunęła pod koc,

A chytra Bujda z niej wtedy ubranie ściągnęła

Wpiła się w Prawdę i śmiała bezczelnie w głos.

 

Potem obiła jej gębę, czego tu się bać

Baba jak baba – po pysku można ją lać

Różnicy nijakiej między Bujdą a Prawdą,

Jeśli rozebrać obie do goła, do cna.

 

Potem wyplotła z warkoczy złociste wstęgi

Zabrała ciuchy, ledwie spojrzała, co ma

Wzięła pieniądze, zegarek i dokumenty

Splunęła, szpetnie zaklęła i poszła w dal.

 

Z samego rana Prawda odkryła ten skandal

I się zdziwiła, gdy w lustrze ujrzała swą twarz

Wymazał czystą Prawdę ktoś, pewnie wandal

 Zdobył skądś sadzę i, ech, masz co masz.

 

Prawda się śmiała, gdy w nią kamieniami rzucali,

„Bujda to wszystko i na Bujdzie ubrania me”

Dwaj mundurowi protokół czym prędzej spisali

I obrzucili durnymi słowami ją.

 

Od szmat ją wyzwali, a potem gorzej – od dziwek

Gliną mazali i spuścili na nią psa,

Jazda za miasto, bezdomna wariatko, poszła won

Zapaszek menelski twój doskwiera nam.

 

Protokół wieńczyła zupełnie kłamliwa tyrada,

Od dawna tu kradła i biła, tak mówią, tak jest

Ten śmieć ośmiela nazywać się Prawdą.

Sama przepiła, przerżnęła się do goła.

 

Golutka Prawda krzyczała, na Boga  się klęła,

Chora, błądząca w rozpaczy, bez grosza, we łzach

A szpetna Bujda jeszcze jej konia zwinęła,

Pięknego araba i zwiała czym prędzej, ach.

 

Zresztą tak łatwo się przecież z Bujdą dziś żyje,

Prawda nas kole i ceregiele są z nią,

Błądzi dziś nieprzekupna gdzieś po pustkowiu,

Gapiów ściągając już tylko nagością swą.

 

Niejeden cudak do dzisiaj o prawdę wojuje,

Prawda, że w ustach ma prawdy za złamany grosz.

Mówi, że Prawdziwa Prawda zatryumfuje,

Jeśli uczyni to samo, co Bujda w tę  noc.

 

Często, gdy flaszkę rozpijasz z kolegą lub bratem,

Sam nie wiesz, gdzie przyjdzie ci spędzić kolejną noc,

Mogą cię okraść, to czysta prawda, rodaku,

Patrz, spodnie twe nosi Bujda, ta bladź,

Patrz, na zegarek twój zerka Bujda, ta bladź,

Patrz, na koń wsiada Bujda z uśmiechem, ech, bladź.

 

Script logo