Kogo szukacie? Boga, matki, samego siebie? Klamra 2016 - dzień pierwszy i drugi (14 marca 2016 r.)

     Przedwczoraj rozpoczęła się 24. edycja "Klamry". Pierwszego dnia Paweł Passini ze swoim NetTeatrem wgryzł się w założycielski mit europejskiego teatru średniowiecznego - tę źródłową opowieść o trzech Mariach, które odwiedzają grób Jezusa i znajdują w nim pusty całun. Jak się dowiedziałem od tych, którzy widzieli spektakl Kogo szukacie - Znak Jonasza, Passini jak zwykle uważnie i głęboko wczytał się w tekst biblijny, a także stworzył spektakl nasycony muzycznością i epickością. Sam po raz kolejny wystąpił we własnym przedstawieniu. 

     Dla mnie tegoroczna "Klamra" zaczęła się dnia drugiego. Dwa spektakle: Teatru Kana Projekt Matka oraz TO-EN Butoh Company Melanż natychmiast zdefiniowały ramy, w których porusza się współczesny teatr offowy. Po jednej stronie wywołująca salwy śmiechu i momentami (zwłaszcza u młodych bezdzietnych kobiet) odczucie grozy prezentacja całej palety niemiłych, cielesnych i duchowych doświadczeń matki w ciąży, matki karmiącej, matki na dyżurze 24 godziny na dobę, matki w społeczeństwie, które ma ją w głębokim poważaniu. W formie teatr mieszczańsko-familijny, w który przemieniła się szczecińska Kana po śmierci Zygmunta Duczyńskiego. Po drugiej stronie solowy, hermetyczny w treści występ To-En, tancerki butoh. Nie sposób opisać ten spektakl literalnie, bo wyjdzie z tego seria mało znaczących deskrypcji zdarzeń scenicznych. Nie bardzo też mam ochotę na wnikanie w sensy intelektualne. Wyłączam intelekt i skupiam się na wrażeniach zmysłowych. Najpierw przebieg czasowy - niespieszne tempo działań To-En i powolnych odsłon fotografii na ekranie. To wszystko zanurzone w fascynującej eksperymentalnej muzyce elektronicznej skomponowanej przez Litwina Tatvydasa Bajarkeviciusa (w nazwisku powinno być c z daszkiem). Muzyka pełna zgrzytów, rzężeń, stuknięć, odgłosów pracujących maszyn. Rozpad dźwięków zrozumiałych dla przeciętnego melomana doskonale ilustruje słabość ciała artystki butoh przesuwającej się z wysiłkiem po podłodze, później próbującej stopić się z fotografią, a wreszcie zastygłej w bezruchu, aby stać się mini-ekranem, na którym pojawiają się kolejne fotografie. na końcu spektaklu To-En leży w pozie trumiennej jak Chrystus na obrazie Holbeina, nad nią otwiera się oślepiająco białe płótno ekranu, muzyka przechodzi w ciszę. Bezruch, czyste płótno, cisza - stany zerowe materii i punkt wyjścia do działania artysty czy natury.

     Nie napiszę ani słowa o fotografiach Pawła Maciaka, bo się na tym zupełnie nie znam i nie mam dla nich języka. Pochodzą z cyklu Przemiana materii. Nie wiem, dlaczego ten spektakl mi się spodobał. Pewnie dlatego, że stanowił wyzwanie dla mojej percepcji.  I nie był oczywisty.

P. S. W Radiu Zet Gold w audycji "Kwadrans Akademicki" można posłuchać rozmowy o tegorocznej "Klamrze" tutaj

 

 

Script logo