Dobry człowiek z Europy (29 września 2015 r.)

   Wróciłem z Berlina z dającym do myślenia obrazem w  głowie: na niemal pustej scenie malutki, przytulny sklepik Szen-Te, „dobrego człowieka z Seczuanu”, dziewczyny, która nie umiała powiedzieć „nie”, dewastuje horda niechcianych lokatorów. Wypadają okna, z dziury w dachu snuje się dym papierosów, leje się piwo z puszek. Malownicza i przerażająca scena z nowego spektaklu w Theater am Schiffbauerdamm w reżyserii Leandra Haussmana wyprzedziła o kilka dni sceny z dziesiątkami tysięcy uchodźców syryjskich wjeżdżających za zaproszenie Niemiec, „dobrego człowieka z Europy”. Angela Merkel, która wcześniej deklarowała hojnie przyjęcie wszystkich, podjęła w końcu decyzję o kontroli granicznej i ratowaniu się przed „gośćmi”. Nie wiem, czy czytała kiedyś Brechta i świadomie przybrała pozę asertywnego kuzyna Szui-Ta, faktem jest, że w ślad za Brechtowską bohaterką z tej, która zawsze mówi „tak” zmieniła się w tę, która mówi „nie”.
   W Berlinie wczytywałem się z zainteresowaniem w dyskusję wokół afery związanej z nieprzedłużeniem umowy dyrektorskiej w Volksbühne Frankowi Castorfowi. Decyzję podjęli senatorowie Berlina na ponad rok przed końcem jego kontraktu, co oznacza, że w 2016 roku zostanie zamknięty 25-letni rozdział twórczej działalności Castorfa w jednym z najbardziej rozpoznawalnych teatrów stolicy Niemiec. Co najbardziej osobliwe w całej sprawie, senatorowie zapragnęli nagle „czegoś nowego” w teatrze, nie potrafiąc jednak sprecyzować, czym to „nowe” miałoby być. W mojej głowie uruchomiły się natychmiast skojarzenia z sytuacją toruńskiego teatru, która w całej Polsce funkcjonuje jako „skandal wokół unieważnienia konkursu w Teatrze im. w. Horzycy”. Czego by nie mówić o decyzji polityków w Berlinie, podjęli ją, unikając destabilizacji pracy w teatrze: na długo przed upływem kontraktu obecnego intendanta i ze wskazaniem jego następcy, który już teraz może układać swój plan działań w sezonie 2015/2016.
   W Toruniu odbyło się to bardzo po polsku: w ostatniej możliwej chwili, z ryzykiem zawalenia sezonu i nieodbycia się ważnego międzynarodowego festiwalu. Paradoksalnie, poważne zachwianie przyniosły działania władzy, która odpowiada za stabilne funkcjonowanie teatru i oczywiście ma prawo współdecydować o obsadzie dyrektora. Współ-decydować, a nie działać na własną rękę bez wysłuchania i zrozumienia głosu różnych środowisk teatralnych. Owszem, udało się zawrzeć kompromis: zespół nie eskaluje działań protestacyjnych, pracuje normalnie (chwała mu za to), ale dyrektor Andrzej Churski zajmuje słabą pozycję dyrektora przejściowego, trzymiesięcznego (sic!) i właściwie musi skupić się na sprawnym administrowaniu, zamiast realizowaniu ambitnych i długofalowych działań artystycznych z korzyścią dla wszystkich – i mieszkańców miasta, i władzy. Oby ta przejściowa i nienormalna sytuacja, która przypomina kryzysowe lata dwudziestolecia międzywojennego, trwała jak najkrócej i zakończyła się happy endem. Szkopuł w tym, że marszałek województwa ma niewielkie pole manewru: nie może wyznaczyć dyrektora arbitralnie bez ryzyka rozgrzania protestów (a mógł to zrobić wiosną tego roku), nie może też zrobić konkursu (nikt poważny w nim nie wystartuje). Trzecie wyjście? Moim zdaniem, zaproszenie kilku starannie wybranych osób na rozmowy – oczywiście z udziałem przedstawicieli zespołu teatru i może jeszcze fachowców. Pytanie, czy marszałka stać na taką otwartość i przede wszystkim na szybkie, berlińskie tempo działania, tak aby nowy dyrektor nie musiał występować w roli strażaka. W końcu toruński Teatr im. Wilama Horzycy będzie za pięć lat obchodził stulecie swojego istnienia, dobrze byłoby, gdyby dotrwał do tego jubileuszu w jak najlepszej kondycji i miał coś do pokazania swoim widzom.
   Wczoraj (29 września) zakończył się w Bydgoszczy II Zjazd Polskiego Towarzystwa Badań Teatralnych z okazji 250-lecia teatru publicznego w Polsce. Jednym z wątków w trakcie dwóch dni intensywnych obrad była kwestia relacji między władzą a teatrami w Polsce Jedną z konkluzji: konieczność ciągłego przekonywania władzy o tym, że teatr stanowi pożyteczną instytucję artystyczną i społeczną oraz że różni się znacznie od fabryki, a nawet od innych instytucji kulturalnych. Przykład toruński pojawił się kilkakrotnie jako exemplum patologii w życiu teatralnym. Dalibóg, chciałbym za dwa lata móc na trzecim zjeździe powiedzieć, że teatr wrócił do normalnego funkcjonowania. A może jest to możliwe jeszcze przed 23 kwietnia 2016 r., kiedy odbędzie się zjazd wyborczy PTBT? Muszę przyznać także, że z zazdrością wychodziłem z Teatru Polskiego w Bydgoszczy po spektaklu Pawła Wodzińskiego na podstawie dramatu Juliusza Słowackiego Samuel Zborowski – poruszony i wyzwaniem, które podjął z sukcesem reżyser, i kreacjami aktorskimi, i wreszcie głębinami poezji Słowackiego, który w tej niesamowitej opowieści o szlachcicu buntowniku, ściętym przez władze mimo protestów współbraci, okazuje się na wskroś nowoczesnym (performatywno-postdramatycznym!) dramatopisarzem. Tak żywego i ambitnego teatru życzyłbym sobie w Toruniu.
   Są na to jakieś widoki. Dyrektor Churski ujawnił ostatnio plany repertuarowe na sezon 2015/16. Sezon zacznie się na dobre już 17 października inscenizacją Bram raju Jerzego Andrzejewskiego w reżyserii Krzysztofa Rekowskiego. Na prawdziwe wydarzenie zanosi się w styczniu, kiedy znany toruńskiej widowni z drapieżnej Marii Stuart Grzegorz Wiśniewski zmierzy się z arcydramatem Szekspira Królem Lirem. Interesującym doświadczeniem może być inscenizacja Krzyżaków według powieści Henryka Sienkiewicza – o ile uda się w niej wyjść poza ramy szkolnej lektury i trochę śladami Jana Klaty i innych dekonstruktorów naszego kanonu literackiego wejść w dyskusję z czarną legendą Krzyżaków, którzy wszak zbudowali Toruń. Czy to się powiedzie Radosławowi Paczosze, twórcy adaptacji i Michałowi Kotańskiemu, reżyserowi spektaklu, zobaczymy na wiosnę 2016 r. Także na wiosnę dyrektor artystyczny Teatru Horzycy Bartosz Zaczykiewicz pokaże tragikomedię A komórka dzwoni Sary Ruhl, natomiast znana z Festiwalu Debiutantów „Pierwszy Kontakt” Agata Dyczko wyreżyseruje Noc jest matką dnia Larsa Norena. Te dwa spektakle na podstawie dramaturgii współczesnej. Jaki będzie to sezon, okaże się niebawem. Oby nie przyćmiły go gorszące performanse związane z wyborem nowej dyrekcji.                                                                                                                                  

Script logo