"S krviou napaja se zemlja", czyli Homer zwycięzca. KONTAKT 2016. Dzień piąty (26 maja 2016 r.)

     Nie wiem od czego zacząć opis spektaklu słoweńskiego Teatru Narodowego z Lubljany, który w sali na Jordankach pokazał niezwykłą wersję Iliady Homera. (zwiastun spektaklu w YouTube tutaj, a świetna galeria zdjęć z procesu pracy tutaj) Nie pamiętam spektaklu, który na festiwalu KONTAKT wywołałby aż takie poruszenie widowni. Owacje na stojąco. Do niedawna myślałem, że antyczny teatr można wskrzeszać wyłącznie w chóralno-ekstatycznym stylu gardzienickim. Tymczasem aktorzy dramatyczni ze Słowenii, pod wodzą reżysera Jerneja Lorenciego, zaproponowali opowieść rapsodyczno-muzyczną. Długo trzeba się wgryzać w pierwszej części w tę gadaną, gadaną, gadaną historię wojny trojańskiej. Pada dużo słów, rytm współtworzy stukanie palcami w mikrofony przez aktorów siedzących w półokręgu wokół sceny. Na początku Janez Škof grający tu aojda nie wydaje się postacią tak charyzmatyczną, jaką okaże się w finale, kiedy wcieli się w króla Priama. Przełom następuje wraz z pojawieniem się niezwykle cielesnej, pełnokrwistej pary bogów olimpijskich - Zeusa (Matej Puc) i Hery (Jette Ostan Vejrup). Ona to energiczna "rycząca czterdziestka", on gwałtownik i rozpustnik w starym stylu, bezceremonialnie wkładający łapę w dekolt Tetydy, matki Achillesa, ba - między jej nogi także (piękna w tej roli Nina Ivanišin). Bogowie greccy dalecy są tu od upiększeń, ale też ich wpływ na losy wojowników jest przemożny. Pierwsza część spektaklu upływa pod znakiem konfliktu Achajów z Achillesem, który nie daje się niczym przebłagać i podejmuje fatalną decyzję o wysłaniu Patroklosa na czele swoich towarzyszy w bój. Jak wiadomo, z tej walki Patroklos nie wróci. O ile pierwsza część spektaklu ma formę apollińską - rozlewnej epickiej opowieści przy akompaniamencie stukań w mikrofony i odzywających się czasem delikatnych tonów harfy, o tyle druga część poświęcona wojnie przybiera tonację dionizyjską. Pojawiają się w niej smętne tony bardonu (smyczkowego instrumentu strunowego), na którym przygrywa sobie wspomniany Janez Škof. Brzmią bitewne wrzaski i pohukiwania. Ciałami wojowników wstrząsają konwulsje - objaw ekstazy zabijania u jednych oraz konania u drugich. Czuje się w tej drugiej części tony gardzienickie - ten przyspieszony, nerwowy rytm, rodzaj szaleńczego pędu w nieznane. Słowa wypadają potokami z ust, przegrani wydają ostatnie tchnienie, aktorstwo rapsodyczne ustępuje stopniowo, choć nie definitywnie, miejsca cielesno-performatywnemu.  

     Na przykład kobiety grają w tej teatralnej wersji Homera role protagonistek, które nie urzeczywistniają się w słowach jak mężczyźni, tylko w CIAŁACH. Bryzeida Zvezdany Novakovic to czarnowłosa piękna harfistka w stroju ludowym, cudna lalka, idealny prezent dla wojownika. Helena Tiny Potočnik objawia się w całej swej emanującej erotyką nagości, w burzy rudych włosów. Mężczyźni cieleśnie zaistnieją dopiero po śmierci - jako TRUPY. Dwie najbardziej wstrząsające sceny spektaklu to pożegnanie Achillesa (Jure Henigman) z Patroklosem (Blaž Setnikar) i zabójstwo Hektora w akcie zemsty. W pierwszej z tych scen Achilles po prostu kładzie się na nagim ciele przyjaciela i kochanka, wychodzi za kulisy, a potem wraca jako mściciel. Hektor Marko Mandicia zasłania się tarczą, w którą (leworęczny tutaj) Achilles wali raz po raz w obłędnym performansie. Tarcza gnie się pod ciosami jakby była z wosku. Ciało trojańskiego księcia zostaje zamienione następnie na świńską tuszę maltretowaną przez Achillesa i jego matkę. Straszny obraz bezczeszczenia zwłok. Kończy to wszystko obraz Priama tulącego zwłoki syna. To koniec.

     Na tle tego obrazu aktorzy słoweńscy intonują pieśń (po angielsku) o tym, że wszyscy kiedyś umrzemy. Z dwóch zakończeń spektaklu - obrazu starego ojca ze zwłokami umarłego syna na rękach i tej afirmującej śmierć jako kres ludzkiego życia pieśni - wybieram jednak jako widz i człowiek to pierwsze. Prowadzące ku myśli, że wojna zostawia nas zawsze z pustymi rękami.To drugie stanowi naddatek, współczesny morał dodany do opowieści Homera, wtręt obcy logice eposu. Życie wojownika nie kończy się wraz ze śmiercią. Zobaczmy, że oni - Achilles, Ajas, Patroklos, Hektor - wciąż żyją w zbiorowej pamięci naszej śródziemnomorskiej kultury. Czy my będziemy żyli tak długo, to już - niestety - osobna sprawa. Muszę przyznać, że poza wspaniałą doprawdy inscenizacją urzekło mnie jeszcze w spektaklu Teatru Narodowego z Lubljany archaiczne (w uszach Polaka i w pozytywnym sensie tego słowa) brzmienie języka słoweńskiego. Bliższy zdał mi się powracający w opowieści o wojnie "Achajcew" z "Trojancami" refren  "S krwiou napaja se zemlja" od anglojęzycznej pieśni finałowej. Ten poetycki obraz ziemi nasiąkającej krwią i ten wschodni zaśpiew słyszalny na festiwalu KONTAKT w Toruniu od 25 lat.

 

Script logo